Wycieczka egzotyczna nie musi oznaczac wyjazdu na drugi koniec świata.

Zaparkowałem samochód tuż przy płocie. Wysiadłem, podszedłem do bagażnika. W tym momencie zobaczyłem wielki cień obok mnie. Do bagażnika zaglądała krowa sąsiada. Spojrzałem przestraszony. Za nią stał koń. Te ogromne zwierzaki były całkiem łagodne i niesłychanie zainteresowane zawartością mojego bagażnika. Obok nich biegały kozy. Ale jakieś takie inne. Długowłose, z zakręconymi rogami. Wszystko się działo za płotem, który każda z tych kóz przewróciłaby bez problemu, nie mówiąc o koniu. Po drugiej stronie działki było szafiarka podobnie, z tym, że tam szafiarka pasło się ze czterdzieści owiec. szafiarka Za domem znajomej z kolei nie było nic. Łąka i łąka po sam horyzont. Szybko poszedłem do domu. Znajoma stwierdziła, że u nich to rzeczywiście pełna egzotyka. Tak jest zawsze, a czasami jeszcze gorzej. Ona już się przyzwyczaiła, ale innych to przeraża. Teraz, po pewnym czasie od tego pobytu jak narzekam na jakąś wieś przypominam sobie tamten pobyt. I dochodzę do wniosku, że straszniejszej i dziwniejszej wsi niż tamta chyba już nie znajdę.